W tym roku pierwszy śnieg spadł już pod koniec listopada. Jeszcze tydzień wcześniej Jutta z dziadkiem puszczali kolorowe latawce z górki, a już przyszedł czas na sanki. Starsi chłopcy z Mirchauer Weg (Partyzantów) też przygotowywali się do zimowych radości. Ze starych desek po beczkach ogórkowych budowali narty, a potem tor saneczkowy. Starsi pomagali młodszym, bo zima była placem zabaw. Toczyły się ogromne kule śnieżne. Powstawały bałwany, igloo, pałace śnieżne. Tam, gdzie było to możliwe, budowano gładkie jak lód zjeżdżalnie, a dorośli psioczyli, kiedy któryś się poślizgnął. W niedziele pojawiał się stangret z koniem i dzieci ruszały na kulig. Jeśli kierowca dostał kilka ciasteczek, można było usiąść z tyłu. A potem kulig jeździł przez ulice i las wrzeszczański nawet z kilkunastoma saniami.

Starsze dzieci uwielbiały jazdę na łyżwach i walkę na śnieżki. Prawdopodobnie nie było dziecka, które nie dostałoby łyżew w prezencie na Boże Narodzenie. A czasami, kiedy chwycił silny mróz Jutta z mamą wyruszały tramwajem do Glettkau (Jelitkowo), na spacer po lodzie.

Pierwsze płatki śniegu zapowiadały też początek przygotowań świątecznych. Babcia Jutty zaczynała od ciasta piernikowego, które dochodziło kilka dni, a potem pieczone w kaflowym piecu, zalewało mieszkanie wspaniałym zapachem. Do tego pieczone jabłka z cukrem i cynamonem! W pokoju dziadków pojawiał się wieniec adwentowy z wiecznie zielonego ostrokrzewu i cztery świece. Każdej niedzieli zapalano kolejną, a kiedy kończył się adwent, dziadek przynosił choinkę z lasu. Teraz mama Jutty przystępowała do dekoracji drzewka. Ze starych pudełek po butach Jutta delikatnie wybierała słomkowe ozdoby i z powaga podawała mamie. Było też kilka szklanych ozdób kupionych w domu towarowym Nathana Sternfelda. Te, jako najcenniejsze, wieszano na samym końcu, jeszcze przed papierowymi łańcuchami i anielskim włosem. Choinka była prawdziwa ozdobą domu i zapowiadała czas niespodzianek, prezentów i wspólnego świętowania.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga