A co się stało z ojcem? To skomplikowana historia, ale po kolei.
Jutta Richter była jedynaczką, córką Leo Richter i Anny Kreft. Jej rodzice pobrali się stosunkowo późno: ojciec miał 41 lat, a matka była o 10 lat młodsza. To ona upatrzyła sobie na męża dystyngowanego mężczyznę, eleganckiego urzędnika z wyższej klasy społecznej pracującego w miejskim Urzędzie Celnym. Małżeństwo miało zagwarantować jej bezpieczne i dostatnie życie. Wyszło inaczej. Szybko została wdową i samotnie wychowywała córkę, znajdując wsparcie przede wszystkim u swoich rodziców, mieszkających przy Mirchauer Weg. Rodzina męża przez długi czas nie utrzymywała z nią kontaktów.
Jutta miała rok, kiedy zmarł jej ojciec. Długo chorował, gorączkował i nie dane mu było opiekować się córką. Szczególną rolę w jej życiu odgrywali dziadkowie Kreft.
O nich opowie kiedyś tak:
„Dziadek Bruno Kreft w młodości wyuczył się stolarstwa. Następnie służył w jednostce grenadierów w Neufahrwasser (Nowy Port). W końcu wyruszył na kilka lat na morze. Tam poznał tajniki obsługi maszyn okrętowych, a kiedy skończył 30 lat, wrócił na ląd. Zaczął pracować jako stolarz w Cesarskiej Stoczni (Kaiserlichen Werft) i ożenił z babcią Bronislawa Dombrowski z Młynisk (Schellmuehl) zwaną Bunia, która była praczką. Babcia urodziła pięcioro dzieci. Wychowało się troje: Margarette (Grete), Anna – moja matka i Heinrich. Po ślubie dziadkowie mieszkali we Wrzeszczu przy ulicy Mirchauer Weg 30, niedaleko remizy strażackiej i wrzeszczańskiego lasu (Langfuhrer Wald). Tam, gdzie ulica Drewkeweg wpadała do Mirchauer Weg. Mały ceglany budynek z werandą, ogródkiem i warzywniakiem był spełnieniem marzeń babci i jej dumą. To było najpiękniejsze mieszkanie, jakie mieli dziadkowie i z własnej woli nie opuściliby go przenigdy.”
Komentarze
Prześlij komentarz