Mama Jutty była wiecznie zajęta i zabiegana, a przez to ciągle nieobecna w domu. Samodzielne utrzymanie i wychowywanie dziecka stanowiło duży problem. Po śmierci męża musiała zrezygnować z wynajmowanego dwupokojowego mieszkania przy Eschenweg 4 (Jesionowa) i przeniosła się do rodziców. Skromna renta po mężu nie wystarczała na utrzymanie, więc podejmowała się różnych prac urzędniczych. Początkowo była zatrudniana w zastępstwie, ale gdzieś około 1930 roku otrzymała stałą pracę w Banku Drezdeńskim przy Długim Targu. Wychodziła wczesnym rankiem, wsiadała do tramwaju nr 2 na przystanku Langfur Markt i wysiadała przy Holzmarkt. Stamtąd już tylko kilka kroków do reprezentacyjnego gmachu banku. Zasiadała przy kasie na parterze i kończyła pracę o 17.00. Po powrocie do domu zostawało niewiele czasu na zabawy z Juttą, dlatego dziewczynka tęskniła do wspólnej zabawy, przy której mogła pochwalić się wydarzeniami z upływającego dnia.
- A dzisiaj, mamo, pan Holz pozwolił mi zbierać kwiatki – mówiła radośnie, patrząc z uwagą, czy mama dostrzeże świeży bukiet na stole.
- A potem bawiłam się z Gretą w chowanego. I wygrałam! - szczebiotała.
- Tak, potwierdził dziadek. Nieźle narozrabiałyście w jego rabatkach. Mam nadzieję, że nadal będzie nas zapraszał.
- I może kiedyś pozwoli wsiąść do swojego Opla – dodawała rozbawiona pani Richter.
Pan Oskar Holz był ich sąsiadem po drugiej stronie Drewkeweg (Sosnowa) i właścicielem dużego, dobrze prosperującego ogrodnictwa ciągnącego się aż do lasu. Jeszcze przed wielką wojną właściciel pobliskiego browaru zrezygnował z upraw chmielu na tym terenie i odsprzedał go. Holzowie po swoich mennonickich przodkach odziedziczyli upór i pracowitość oraz biegłość w uprawianiu roślin. Posiadali już jedno małe ogrodnictwo po drugiej stronie torów kolejowych przy Weisser Weg (Biała), ale tutaj rozwinęli skrzydła i zapuścili korzenie. Ojciec Oskara zbudował zgrabny piętrowy dom z mansardowym dachem. A że życie w mieście zmieniło jego skromne przyzwyczajenia, stał się zapalonym automobilistą i właścicielem jednego z pierwszych aut w okolicy. Zresztą już projektując dom, zadbał o to, aby pod jednym dachem znalazło się mieszkanie i garaż dla ukochanego Opla. Pasję motoryzacyjną przejął też jego syn, Oskar Holz, zmieniały się tylko roczniki automobilu. Martwiło go, że nie miał komu przekazać swojej pasji. Obie córki, Katrin i Marianne były jeszcze małe, ale nie wyobrażał sobie, aby podzielały jego hobby. Czytał wprawdzie o kobietach – lotnikach, ale to gdzieś daleko w Niemczech. Tutaj w Wolnym Mieście Gdańsku jeszcze takie zmiany nie doszły!
Komentarze
Prześlij komentarz