Dziewczynka rosła zdrowo. Może to dzięki zdrowemu powietrzu i drzewom, które bujnie rosły w pobliżu. Wystarczyło przejść kilka kroków i już wchodziło się do ich królestwa. Wspaniałym przewodnikiem po lesie był dziadek Bruno, który pracował w stoczni, ale chętnie znajdywał czas na spacery z wnuczką po wrzeszczańskim lesie. Przecież był stolarzem i jak nikt inny potrafił nazywać drzewa i opowiadać o ich sile i słabościach. Drzewa porównywał do ludzi.
- Spójrz na te brzózki, czy nie przypominają ci rozgadane sąsiadki z naszego podwórka?
- A te buki dookoła wyglądają jak kawalerowie, którzy szykują się na swaty.
- A dąb przy Drodze Filozofów przypomina mi ciebie – odpowiadała Jutta i wiedziała, ze sprawia tym radość dziadkowi.
Mieli swoje ulubione trasy. Na przykład, kiedy pogoda sprzyjała skręcali na Mirchauer Promenade (ulica Matki Polki)i szli w górę wzdłuż ulicy. Jutta zadzierała głowę i przyglądała się drewnianym, ażurowym werandom. Przechodzili przez Steffensweg (ulica Batorego) i już znajdowali się w lesie. Jeszcze tylko wejść pod górę, skręcić w prawo i po chwili szło się grzbietem wzgórz, zerkając co chwila na lewo i prawo. Widok był wspaniały! Z jednej strony dachy domów przy Mirchauer Weg (Partyzantów) a w oddali tafla morza, z drugiej Jeschentaler Weg (Jaśkowa Dolina) i pałacyki. Jutta czuła się jak olbrzym patrzący z góry na miniaturowe miasteczko. Czasami w drodze powrotnej zatrzymywali się przy altanie Gutenberga, ale dziewczynka czuła się nieswojo w cienistej dolinie w obecności tego groźnie wyglądającego pana. Lubiła za to odpoczynek na Festynowej Łące. Docierali tam drogą z Diabelskiego Mostku, przez Teatr Leśny, obok leśniczówki wychodziło się na rozległą łąkę przecięta ulicą Jeschentaler Weg (Jaśkowa Dolina). Zawsze był tam ruch przy gospodzie. Jeśli dopisywała pogoda siedzieli na zewnątrz przy wystawionych stołach. Dziadek Bruno zamawiał piwo, a dla niej oranżadę. Zimą było tu wymarzone miejsce na odpoczynek po zjazdach na sankach, chociaż dość odległe od domu. Jutta najbardziej lubiła górki za sierocińcem. Zjeżdżało się długo w towarzystwie innych dzieci. Było gwarno i wesoło. Kiedy przemarznięta wracała z dziadkiem lub mamą do domu, babcia zawsze miała dla nich przygotowane gorące kakao na rozgrzewkę.
Dziadek Bruno, babcia Greta i mama to był cały świat małej Jutty. Skazana była na dorosłych.

Komentarze
Prześlij komentarz